Wiersz dla kumpla za zeta
•
Jestem tropicielem suchych liści kiedy biorę na głowę swoją czepeczkiem z odrzutowym samozapłonem wznoszę się w przestworza jak wigor w zanurzonym rozcieńczalniku.
Chrząkają za mną bobry cichną laski opuszczone przez babki w moherowych zagajnikach. Tłuczek w głowę się wbił.
Wpił się jak faszysta.
Ciemię rozrąbane.
Dolina nad morskim okiem spochmurniała.
Chrząkają wiewiórki.
Lisy naprute.
Stary dziadzio w dali robie drwa.
Ale to nie wszystko, nasze mrowisko.
Rozsypane rozgniecione wymorsane w pianie morskiej.
Wiersz napisałem dla mojego kolegi.
Chciał zaskoczyć swoją dziewczynę na urodziny.
Wiedział, że będzie na imprezie wielu gości.
Tak mu pomogłem. Za zeta.
Chrząkają za mną bobry cichną laski opuszczone przez babki w moherowych zagajnikach. Tłuczek w głowę się wbił.
Wpił się jak faszysta.
Ciemię rozrąbane.
Dolina nad morskim okiem spochmurniała.
Chrząkają wiewiórki.
Lisy naprute.
Stary dziadzio w dali robie drwa.
Ale to nie wszystko, nasze mrowisko.
Rozsypane rozgniecione wymorsane w pianie morskiej.
Wiersz napisałem dla mojego kolegi.
Chciał zaskoczyć swoją dziewczynę na urodziny.
Wiedział, że będzie na imprezie wielu gości.
Tak mu pomogłem. Za zeta.