Wiersz dla kumpla za zeta

Jestem tropicielem suchych liści kiedy biorę na głowę swoją czepeczkiem z odrzutowym samozapłonem wznoszę się w przestworza jak wigor w zanurzonym rozcieńczalniku.
Chrząkają za mną bobry cichną laski opuszczone przez babki w moherowych zagajnikach. Tłuczek w głowę się wbił.
Wpił się jak faszysta.
Ciemię rozrąbane.
Dolina nad morskim okiem spochmurniała.

Chrząkają wiewiórki.
Lisy naprute.
Stary dziadzio w dali robie drwa.

Ale to nie wszystko, nasze mrowisko.
Rozsypane rozgniecione wymorsane w pianie morskiej.





Wiersz napisałem dla mojego kolegi.
Chciał zaskoczyć swoją dziewczynę na urodziny.
Wiedział, że będzie na imprezie wielu gości.
Tak mu pomogłem. Za zeta.
3
17 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie