Ty miałaś śmierć niebiesko-bladą...

O życiu
I
Ty miałaś śmierć niebiesko-bladą
Z wikliny plotłaś puste kosze
I posyłałaś w morską ciszę

W kobiecych palcach rozmiękczałaś
Bezwładny wiecznie boży korpus,

Ja miałem za to psa w malignie
Oczy płaczliwe,
Wył wzburzony
O moje mięso nad przepaścią

Ty wieczne objawienia lody
Skuwałaś mężnie
Pod oszronionym grobem zwątpień

II
Zgniła do kości, bezkobieca
Łasiłam się o Pańską wolność
Wióry zbierałam, niebacząca na nic

Śmieci u wrót paliłam nocą,
Aby
Głód oszołomić,
Cielesny głód na noże nabić

Strawiona łuna dwóch żołądków,
Zakwitła w hołdzie parze zakochanych

III

W koszyku leżał mały władca, spokojny błękit muskularny
Rozkosznie tlił się tuż ponad nim

Wydobywałem w niepokoju
Czucie me dawne
Spod prakopuły niemowlęcej
Czujnie obszytej pogańskimi znaki

Echo wznosiło swe bezradne ręce
W geście hallali, ponad dziecka czaszkę

IV

Krecich odnóży hekatomby
Tańczyły kornie w cichych parach
U gór podnóży,
Zapomniane

Ja podrzucałem je, bezradny, w ołtarza Twego piękne strony
Wycinki życia zmiętoszone

V

Twójże to strzęp jest, jońska zmoro
Urwał się z sukni ślepot barwnych?
Kret przecież oczu ma dwie pary
I wszystko poznał bardzo dawno
2 4
52 odsłon

Komentarze (4)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

merlin39 12 lat temu
ciekawy ale nie wszystko rozumiem :-) pozdrawiam
gizela1 12 lat temu
kosz
gizela1 12 lat temu
kosz
gizela1 12 lat temu
kosz
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie