w kleksy i placki

ostrożnie stąpam po szarej ulicy
pomiędzy kleksy

/mętnych niby topielców tęczówki jaskrawo-zielone przed miesiącem jeszcze żywych teraz bielmem mgieł niby ślubnym welonem przesłonionych/

małych oczek flegmy

a rdzawo-brązowe

/malejące w postępie geometrycznym rozniesione przez buty nieuważnych przechodniów/

placki psiej kupy

zmieszane ze zgniłymi

/jak ze złota mirry i kadzidła budzącymi kolorami tęczy
malarskie zapędy wprowadzając wraz z siąpiącym deszczem na grzbiet w pałąk wygięty irracjonalnym dreszczem pewność tę że oto już jesień opatula/

opadłymi liśćmi

/wszystko co się nie rusza bo nie może lub nie chce/
2 1
22 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

zyga66 11 lat temu
obrzydliwie listopadowo :\
1 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie