sonata księżycowa

szkło puka w szkiełko nastawiam gramofon
na szybie nieba granat rozgwieżdżony
zastyga mrozu purpurową zorzą

chwieję się waham
na nie swoich nogach truchtem
oddycham twoimi ustami
w słabych ramionach pokonuję słabość
w dotyku dłoni czułość rozpoznaję

w gęstwinie kończyn słodko zagubieni
czasem wystygli i piekielnie głodni
spragnieni mięsa kosztujemy siebie
zamykam oczy

noc zda się Mirajem
odkrywam ciebie w najbardziej twym kącie
na skórze pleców krwią w spazmach rozkoszy
słyszę co piszą akrylowe szpony

sensopuszkami odnajduję w mroku
a ramionami obejmuję kosmos
język gładkości zęby twoją stałość
zaś reszta zmysłów odgaduje całość

tej chwili bliski zew dali odbieram
i nierealny podtrzymuję miraż
musi wystarczyć rozpalonej głowie
w marszu na przełaj prowadź dyszlu misia


.................
www.youtube.com/watch?v=tsn45ghgNBk
1 1
17 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

ryty 12 lat temu
jak to...? ... i co wtedy? :o!
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie