obłęd tego dnia dopada dłonie i twarz
depresja zawładnęła głową ciężką od myśli
nie nadążam czas śpieszy opadam z sił
sztorm i kilka burz wokół podłogi
sufit spada w dół
nie widzę nic prócz ściany z wyrytym twoim imieniem
wiem nic nie jest pewne
nie będzie potrzebne prócz słów pocieszenia
obłędny rycerz w przyłbicy i kapturze
odwiedza mnie każdej nocy
nie patrzę w jego oczy
koc pomaga na chwilę
ciemniej nie będzie umieram w zagubieniu
z szeptem modlitwy na ustach
podążam w kierunku zranionej duszy
otoczony kordonem żelaznych cierni
szarych róż
depresja zawładnęła głową ciężką od myśli
nie nadążam czas śpieszy opadam z sił
sztorm i kilka burz wokół podłogi
sufit spada w dół
nie widzę nic prócz ściany z wyrytym twoim imieniem
wiem nic nie jest pewne
nie będzie potrzebne prócz słów pocieszenia
obłędny rycerz w przyłbicy i kapturze
odwiedza mnie każdej nocy
nie patrzę w jego oczy
koc pomaga na chwilę
ciemniej nie będzie umieram w zagubieniu
z szeptem modlitwy na ustach
podążam w kierunku zranionej duszy
otoczony kordonem żelaznych cierni
szarych róż
1
2
27 odsłon
obłędnie dotykam zagubienia
gubiąc oparcie podłogi
tańczę na linie zbyt cienkiej
nie zrozumiesz
zranionej duszy
dopóki nie złapiesz bukietu
szarych róż
a kolce ranią dogłębnie
kiedyś modlitwa
dziś poezja
wszystko to razem
daje kwiat zapomnienia
a zapach jego nieziemski