każdy niezliczony dzień

O sobie
dzień zwinięty w rulon pogięty wrzucony w kąt
kolejna kartka z kalendarza zdarta jak podeszwa
płyną latka
czas nieubłagany nakłada na twarzy zmarszczki
idę przed się
oczy nakarmione jak pisklęta młode w gnieździe

w świecie zmian dopatruję się niesprawiedliwości
żyję dobrze pomogę bratu siostrze
przekwitło wszystko zimno na ustach
chowam głowę w kapturze wspomnień

kiedyś podeprę się laską leszczynową
sam wystrugam z pnia trumnę
ułożę kości obolałe krzywe jak róg księżyca
zapalcie świeczkę niech płonie przez dzień
wieczny sen przeniesie zapomnienie uleczy rany
1 4
47 odsłon

Komentarze (4)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Helen 11 lat temu
idę przed się.... rozumiem że to zamierzone;))) ciekawy wiersz,. pozdrawiam
gizela1 11 lat temu
po kiego ci ta śfieczka?
jaropasztii 11 lat temu
lubię śfieczki gizuś :)
jaropasztii 11 lat temu
dzięki Helen:)3trzym się...
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie