nadgryzę tę miłość w marszu tandetnych odczuć
skrywających noce kwaśne jak brudny deszcz
zabłocone ulice będą pełne śmierdzących zakamarków
kiedy odchodząc zapytasz jak mi leci
pamiętam jak maleńkie jeszcze
zechciałem posadzić
magnolie w naszym ogrodzie
dawno przekwitną a ty zwiotczałym
półgębkiem powtórzysz przyjacielu
pod oknem
gdzie coraz więcej słonych kałuż i wiotkich gałęzi
tej brzozy pod którą pierwszy raz miałaś mi powiedzieć
czy zachrapią kamienne ścieżki
kierujące nadzieje do naszych drzwi
a bluźnierczy wiatr rozwieje prośby
sadzając lament na bezkwieciu parapetu
tylko w górę spojrzę jak w otchłań
w odpowiedziach nieba
szukając przyczyn naszych niedomówień
skrywających noce kwaśne jak brudny deszcz
zabłocone ulice będą pełne śmierdzących zakamarków
kiedy odchodząc zapytasz jak mi leci
pamiętam jak maleńkie jeszcze
zechciałem posadzić
magnolie w naszym ogrodzie
dawno przekwitną a ty zwiotczałym
półgębkiem powtórzysz przyjacielu
pod oknem
gdzie coraz więcej słonych kałuż i wiotkich gałęzi
tej brzozy pod którą pierwszy raz miałaś mi powiedzieć
czy zachrapią kamienne ścieżki
kierujące nadzieje do naszych drzwi
a bluźnierczy wiatr rozwieje prośby
sadzając lament na bezkwieciu parapetu
tylko w górę spojrzę jak w otchłań
w odpowiedziach nieba
szukając przyczyn naszych niedomówień
2
1
22 odsłon