Drabina ku szczęściu

O śmierci
Ile stopni jeszcze pokonać muszę.
Aby ukoić obłąkaną duszę.
Ile cierpienia gorycz znieść.
Ten ciężar przytłacza - zaczyna gnieść.

Brak już sił. Wyciągając rękę, ku szczęściu.
Lecz czuje ból, bezsens, samotność we wnętrzu.
Czy to normalne, czy tak żyć?
Piąć się w rozpaczy na drabiny szczyt.

Nie.To nie koniec leku i strachu.
Czy przełamie się, stawie czoła złemu światu?
Pozostał jeszcze jeden szczebel chwiejny, ubogi.
To ostatni? To koniec? Koniec mojej drogi?

Ja spadam! Spadam w otchłań samotności.
Pustki, bólu, bez odrobiny czułości.
Szczebelek pękł to brak zrozumienia.
Żyletka zamyka dzieło istnienia.

Wieczny lek ginie. Ból się rozpływa.
To noc, kochana. Kochana dziś wzywa.
Co pozostało? Prócz wspomnień, słów paru.
Wolność, ulga, koniec koszmaru.

Łapy 2014-03-13 , Szpiler
2 2
32 odsłon

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Helen 11 lat temu
Nom pasuje popracowac troszkę nad tym wierszem:) nad rymami.....
K
kaja-maja 11 lat temu
wiele stopni na drabinie mamy, jak też złamanie ogniwa,czy samemu spadnięcie,przypadki nie są w pytaniach tylko chodzą ludziach,jak też wewnątrz się czuje miłość czy pogardę lecz jedno czy drugie podnosi ciśnienie a ja mam je niskie to ciągle śpię aż królewicz zbudzi mnie
żarem serca w którym się upiję będąc w następnym śnie,już bez koszmaru z normalnym ciśnieniem co ma 120 na 90 a nie 45 na
bez pulsu w:)))))))))))))))
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie