Jacht

Egzystencjalne
Którejś nocy jacht wypłynął na ocean
Gdzie każda kropla okazała się tchnieniem
Gdy wiosłowali, aby dotrzeć na brzeg
Poprzewracali cząstki, które spadły wraz ze śniegiem

Zastygnięte serca zszokowane otoczeniem
Zamarły gdy zobaczyły marznące kałuże
Które ograniczone spojrzeniem z nieba
Na ziemi okazały się ślepe i głuche

Wymarłe ostatnie plemiona tych którzy rozumieli
Zostały zamknięte w muzeum na zawsze
I Ty oglądający eksponaty za drobną opłatą
Zamknij z nimi swoje serce i wróć szczęśliwszy

Na niebie zabłysły ostatnie gwiazdy
Które zakrył śnieg…
Na niebie pyskate księżyca blaski
Ukazały kres…
I nadzieja zza Ziemi zleciała z przestworzy
I została uznana za obcego przybysza
oświeceni astronomowie niby mędrcy na ziemi
Zamknęli w szkatułce okazy znad Księżyca

Którejś nocy jacht wypłynął za ocean
A załoga nie wróciła, bo poznała szczęście
Którego nie godni opuścić na wieki
Zatopieni w falach ich harmonii i pięknie

20.12.2010
0
11 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

muszelka 14 lat temu
Sugeruję inną rzecz: Wywalenie słowa "zastygnięte".Jedna metafora zdecydowanie wystarczy.
5 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie