Lecę , spadam , na łeb na szyję
Wciągany, zassany , but już mnie pije
W wirze, w powietrzu targany tornadem
Pędzę i gonię za wielkim stadem
Trzymany za pysk, spoglądam gdzie każą
Pierwszego chcą pisku, za krzyki oskarżą
Tłumione tendencje, trzymane latencje
Nie właściwe kateksje, jak uschnięte hortensje
Wypadam z pędu, szukam swej drogi
Setki tu dróg , bolą mnie nogi
Chce usiąść, poczekać , jestem jeszcze niemocny
Za późno , się stało , już jestem dorosły
Wciągany, zassany , but już mnie pije
W wirze, w powietrzu targany tornadem
Pędzę i gonię za wielkim stadem
Trzymany za pysk, spoglądam gdzie każą
Pierwszego chcą pisku, za krzyki oskarżą
Tłumione tendencje, trzymane latencje
Nie właściwe kateksje, jak uschnięte hortensje
Wypadam z pędu, szukam swej drogi
Setki tu dróg , bolą mnie nogi
Chce usiąść, poczekać , jestem jeszcze niemocny
Za późno , się stało , już jestem dorosły
1
0
7 odsłon