Ból był zbyt ciężki - nie uniosła

klęcząc w deszczu cierpiała
obejmując swą świętość
łzy rosiły pieluszkę
chciała komuś swój żal

ale jak ten ból rozdać

mgła tuliła współczuciem
i zawodził wiatr z jękiem
rozklejały się rosy
echo pierzchło z kwileniem

nieszczęśliwy jęk płynął

chciała tylko wyciszyć
cierń palący pierś w głębi
co uwierał kamieniem
rozrywając jej serce

przyszła rozpacz wyżalić

pochylały się wierzby
zapłakane nad wodą
i bezsilnym drżąc łkaniem
wraz szlochali - głaz dławił

nie uniosła - zbyt ciężki

i toń wody z szeptaniem
przygarnęła na zawsze
kojąc z serca wyrwane
łzy miłości jak perły

z nieba krople ostatnie

tylko wiatr nie zapomniał
i rwie włosy w sitowiu
lilia wodna kołysze
wir jak własne przygarnął

gdzie był nędzny cień ojca

będzie za nim się snuł
drążył myśli do dna
ten niechciany głaz dziecka
gryzł wiecznie - aż do końca
6
31 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie