Wilczy staw

Nad wilczym stawem,

gdzie bór pierwszy usypia,

Mokre liście wiatr nieśmiało

kołysa, sny nowe układa lotny artysta.

Tam częste dziewek tajemne spotkania.

Chowają sie przed groźnym wzrokiem rodzica.

Bez strachu mogą całować swe białe lica.

Uczucie przeklęte złączyło im dłonie,

serca się zrosły niewieście.

W boru knieje wpędzone tulą się, tulą

szlochając żewnie, bo ona jest ona.

Miłości szlachetny trunek nie

wszystkim dany wypicia.

Szczęście to miały, nie szczędząc ni chwili,

pławią się w roskoszy kochanki młode,

smakując, spijając miłość z siebie nawzajem,

toną i toną w odmętach plugawych,

w czarcim kochaniu na wieki stopione.

Zerwały się obie ze strachem przejęte.

Ojcowskie wołanie z puszczy dobiega,

aż koli w uszach, kłóci się z echem.

Pobladły, struchlały.

W obłędach serca, w strachu rozwiane

wskoczyły w jezioro,

By zawsze byc razem.
1 0
7 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie