Embriony

Sam doznałem roskoszy ciała.

Roztrzęsiony zanurzyłem się w

ciełpej wodzie by zmyć podniecenie

i kropelki złotego potu, rozedrgane światło

świec w nich zgasić.



Wróciłem do żółtej komnaty jako płód.

Mokry i zawiedzony tym światem, donosnie

wołający o pierś. Zaimprowizowana

pępowina pod szyję i w czasie zawisłem.

Nie zdążyłem namalować swej Matki w pamięci.
1 0
7 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie