groźni następcy cara
kanibale współczesnych czasów
a ludzie
szyderczo serdeczni
rozdzierający niewidoczne sekrety
wrażliwi
wyjęci z pustej czeluści
pustką pełni po brzegi
niewinni
ludzi...
* * *
nie tętni miłość
z ciepłego łona
pełnego serca...
żelazne cęgi
drą sklęte brzemię
tak delikatnie...
prawie bez bólu
rwą małą główkę
jak kielich kwiatu...
nie będzie...
dotkam twych skroni
muskam ustami
i gładzę blade policzki
nachylam
szeptam
upadam
[milczysz]
dłoń twą uciskam w swej dłoni
i po omacku
drżąc do ust przytykam
wzrok wbijam
w zamknięte...
* * *
w blasku księżyca
unosiłaś w mych ramionach
opadałaś
tańcem życia
w bezkresność czeluści
spadając z mego serca
i niczym motyl
z jaskrawymi skrzydły
wracałaś zadumana
widziałe...
jak marionetka z teatru lalek
albo nie marionetka z wystaw sklepowych
i nic
martwe ciało
pociągane za niewidzialne sznurki
i nic
ukryte złudzenie życia
białym tiulem wabiące sztuczne tłumy...
W karminowej jasności schodzącego blasku
Wpatruję w ułudę niebiańskiego serca;
Twych ust szkarłatnych szukam po omacku,
Przyczyny co moje życie uśmierca...
Miękkie, nabrzmiałe wargi bezcielesne,...