mój dom
na wzgórzu
piaszczystej drogi
gdzie czas wędruje
w nieskończoność
ślady ostygłe
nocnego wędrowca
zaproszę do siebie
kamień porzucony
do kamienia zbiorę
odnajdę
promień wiary
zgubi...
cisza
nagle zjawia się deszcz
krople zbiegają
po schodach chmur
pod drzewem
niczyj człowiek
woda wypłakuje mu łzy
z liści spada kropla
w niej topi się owad
tu też nikt nie słyszy
woła...