Cztery pory roku

Przejdź się pod moim oknem,
ogłusz wreszcie wrony, zbyt dużo marzą.
Niech spadną na ziemię tak, jak im każą.
Zakop je głęboko pod ziemią.

Nie trać ani chwili, bo czas ucieka.
Weź mnie za rękę i niech świat poczeka.
Przez zatłoczone ulice i hałasy,
nie pozwól nam nigdy zboczyć z naszej trasy.

Odgoń wrony znad mojej głowy.
Schowaj mnie do kieszeni,
ukryj przed widokiem krwawiącej ziemi.
Naklej plaster i idźmy.

A gdy słońce zacznie zachodzić,
wiesz, co powinieneś zrobić:
usiądź na trawie, patrz na księżyc
i nie przestawaj nigdy wierzyć.

Czekając na świt, pilnuj nasionek.
Głoduj, marznij i padaj ze zmęczenia,
aż w końcu miej dość tego zniewolenia,
wytrzyj krew i otrzep się z pyłu.

Wychylę wtedy głowę z kieszeni,
otrę nasze łzy i gdy będziemy już zgaszeni
spotkasz mnie pod swoim domem
walczącą z twojego nieba kolorem.
1
7 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie