Niespełnienie
•
NIESPEŁNIENIE
Uniosły nas sanie, galop czwórki koni,
zatykały nam usta zimne gwiazdy białe,
a dłonie chciały piersi jak reduty bronić,
lecz to nie była sanna. Tylko się zdawało.
Między nami była krew jak zabójstwo brata
i stopy od niej lepkie grzęzły w szum pościeli,
bębniąc kroplami deszczu, świt za oknem wzlatał.
Zamiast podnieść na duchu, włosy mi wybielił.
I płynęliśmy łodzią, w dali grały plaże,
skóra lizała słońce dotykiem napięta.
Dłonie posklejał uścisk jak dwie twarde małże.
Zapytany na brzegu nikt nas nie pamiętał.
Potem tropikalny deszcz kroplami nas pokrył,
jakby morza dokoła wszystkim było mało.
Patrzę jednak ze smutkiem, nikt z nas nie jest mokry
a więc i deszcz, i morze nam się wydawało.
Jeszcze tylko ten garncarz co skleja skorupy,
ponoć na greckiej wazie widział taki temat,
lecz wypadła mu z dłoni, gdy się kiedyś upił,
więc ani greckiej wazy, ani nas też nie ma.
Uniosły nas sanie, galop czwórki koni,
zatykały nam usta zimne gwiazdy białe,
a dłonie chciały piersi jak reduty bronić,
lecz to nie była sanna. Tylko się zdawało.
Między nami była krew jak zabójstwo brata
i stopy od niej lepkie grzęzły w szum pościeli,
bębniąc kroplami deszczu, świt za oknem wzlatał.
Zamiast podnieść na duchu, włosy mi wybielił.
I płynęliśmy łodzią, w dali grały plaże,
skóra lizała słońce dotykiem napięta.
Dłonie posklejał uścisk jak dwie twarde małże.
Zapytany na brzegu nikt nas nie pamiętał.
Potem tropikalny deszcz kroplami nas pokrył,
jakby morza dokoła wszystkim było mało.
Patrzę jednak ze smutkiem, nikt z nas nie jest mokry
a więc i deszcz, i morze nam się wydawało.
Jeszcze tylko ten garncarz co skleja skorupy,
ponoć na greckiej wazie widział taki temat,
lecz wypadła mu z dłoni, gdy się kiedyś upił,
więc ani greckiej wazy, ani nas też nie ma.