święci wyzbyci

kroki wyzbytych idą wciąż bez końca

miarą odmierzać światłem rozjaśniać

i w cieniu chmur czy w duszy słońca

rozdają wyzbyte uśmiechy lub płacze



wyzbyci gwiżdżą na ślepych co widzą

kolory i barwy i wszystko chcą mieć

dotyku śmierci ze śmiercią nie mylą

nie oglądają się nigdy wstecz



ich sen nie trawi żądza lub ciało

na tle żywota płynie słodka krew

czyste wspomnienie to wciąż im za mało

im białe szaty chwalebny im śpiew



potoki łez kruszą najtwardsze doliny

po których stąpają wśród modłów i świec

ślepym na oczy kładą błoto z śliny

potem szeptem uchodzą by dalej wciąż biec



staja przed Panem na baczność szeregiem

we krwi bielą przetarte łachmany

potem wyszywają niebieskim gwiazd ściegiem

poezje pachnącą rajskimi bzami.
0
2 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie