kwiecień 1998

w zachwytów natłoku gasnę

aksamitu skóra opuszków twych palców

albo magiczna woń kastylijskich ogrodów

posplątywane wiana

leniwą rzeką ulatuje mój gwiazdozbiór

w którym ostatnią z gwiazd

jest cień twego oblicza

koliście roztańczony na progu mych wód

tam niecność kojarzona jest

z nieśmiałym dotykiem skrzydeł wróblich

a te w swym roztrzepaniu

napełniają me dzbany

przez ciebie strugą

w której ostatnią kroplą

jest rosa trwista

na me nagie czoło

z twej bosej stopy

darowana oby z czystości
0
2 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie