Sonet wydmowy

Miłosne
Samowtór, w gęstym mroku przez pustynię kroczę
Dzieląc kostur i pęcherze, łącząc wodę i śmiech
Śpiewem witam strumień, śpiewem żegnam grzech
Lecz nie śpiewam prawie nigdy do dłoni z owocem

Do dłoni z bukłakiem, do tej co pomaga wstać
Do palców, które przeganiają burzę z głowy
Do tych co wskazują kurzawę i szlak nowy
Który pozwoli nam ukończyć razem hadżdż

Dlatego śpiewam dziś za wszystkich nocy chłód
I za żar dni namiętnością ognia utopiony
Śpiewam za każdy twój posiłek i za każdy twój głód

I nawet gdy sypiącego piasku mnie pożrą eony
Niech wiatr mój głos niesie chwaląc twój cud
Bo nie ma takiego czasu w którym mógłby być skończony
2
13 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie