podejście
•
Przez sen nie mogę złapać oddechu,
ręka kostuchy chce mnie udusić.
Chce zabić we mnie potrzebę śmiechu,
więc nie mam wyjścia, muszę się zbudzić.
Budzę się mokry niczym w gorączce
i nasłuchuję się w słodycz ciszy.
Czekam na ranek, wschodzące słońce.
Tam już wędrują te moje myśli.
I uspokaja mnie myśl o dniu nowym,
który rozpocznę z ciepłym uśmiechem.
Dniem często szarym, nie kolorowym.
Nieważne jakim... ważne, że jestem.
Bo można widzieć ciecz w jakiejś szklance,
co wypełniona jest do połowy.
Nie wiem jak Ty na to patrzysz
Ja nie zawracam sobie tym głowy...
ręka kostuchy chce mnie udusić.
Chce zabić we mnie potrzebę śmiechu,
więc nie mam wyjścia, muszę się zbudzić.
Budzę się mokry niczym w gorączce
i nasłuchuję się w słodycz ciszy.
Czekam na ranek, wschodzące słońce.
Tam już wędrują te moje myśli.
I uspokaja mnie myśl o dniu nowym,
który rozpocznę z ciepłym uśmiechem.
Dniem często szarym, nie kolorowym.
Nieważne jakim... ważne, że jestem.
Bo można widzieć ciecz w jakiejś szklance,
co wypełniona jest do połowy.
Nie wiem jak Ty na to patrzysz
Ja nie zawracam sobie tym głowy...