feniks
•
Stałem na szczycie konstrukcji ze stali.
Na horyzoncie rodziło się słońce.
Poczułem że moja skóra się pali.
Promienie były potwornie gorące.
Spojrzałem na swoje chude ręce.
Zaczęły zmieniać kształt oraz formę.
Poczułem ból, zacząłem wrzeszczeć.
W płomieniach ognia rodziły się nowe.
Zamknąłem oczy na krótką chwilę,
aby o bólu przestać choć myśleć.
A gdy ponownie je otworzyłem,
na rękach miałem pióra ogniste.
Słyszałem krzyk ludzi, którzy w agonii,
w płomieniach ognia biegali nadzy.
Ja nie czułem bólu już, tak jak oni,
Czułem euforię, potrzebę władzy.
Więc rozłożyłem stworzone skrzydła.
Z konstrukcji stali śmiało skoczyłem.
I jak to w takich przypadkach bywa...
W najlepszej chwili się obudziłem.
Na horyzoncie rodziło się słońce.
Poczułem że moja skóra się pali.
Promienie były potwornie gorące.
Spojrzałem na swoje chude ręce.
Zaczęły zmieniać kształt oraz formę.
Poczułem ból, zacząłem wrzeszczeć.
W płomieniach ognia rodziły się nowe.
Zamknąłem oczy na krótką chwilę,
aby o bólu przestać choć myśleć.
A gdy ponownie je otworzyłem,
na rękach miałem pióra ogniste.
Słyszałem krzyk ludzi, którzy w agonii,
w płomieniach ognia biegali nadzy.
Ja nie czułem bólu już, tak jak oni,
Czułem euforię, potrzebę władzy.
Więc rozłożyłem stworzone skrzydła.
Z konstrukcji stali śmiało skoczyłem.
I jak to w takich przypadkach bywa...
W najlepszej chwili się obudziłem.