Przypływ

Z mrozem ponad łąką płaczu, kroczył morski oddech słony
Szedł a w jego skrzydeł bieli drzemał szept zaprzepaszczony
Minął progi swego domu i na lądzie ustał w gwarze
Głośnych mew co mu ziarenka piasku oddawały w darze

On je przyjął i poświęcił kroplą morza z swych warkoczy
I z kielicha który trzymał winem raz usta otoczył
I odezwał się wszechmocny i bezwzględny władca wody
A słuchały go zwierzęta coby nie wyrządził szkody

I tak trwało parę chwil odnowienie starych więzi
Morza, lądu i powietrza co im stary las potwierdził
Nadszedł koniec wszak wizyty musiał odejść pan potężny
Nawet on nad odpływem władzy nie potrafi dzierżyć
2
22 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Beatrice 13 lat temu
Rymy w porządku, przemyśl treść, sens każdego wersu, bo odnoszę wrażenie, że coś tu nie gra... prawdę mówiąc, całość mi nie gra, pozdrawiam :-)
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie