Trwające we mnie

Melancholia
Lipo przydrożna, kwieciście droga
koisz oparem ciało me kiedy
dreszcz je przepełnia i woła Boga
pragnąc do niebios uciec podniety.

Sosno wątława, lepko wabiąca
piszesz igłami po piasku o tym
jak me cierpienie zdrapać do końca
gładząc w uścisku korzeniem złotym.

Świerku grudniowy, świąt powierniku
srożysz zielenią pilnując abym
ukochał tego co w pamiętniku
litania klątwy na mnie postawił.

Dębie trwający, staro stojący
gardzący trwogą pamiętasz tedy
szeptałem słowo w konar wiszący
strachy powoli odtrącam w niebyt.

Brzozo bieława, trawą smagana
zlizujesz popiół mej duszy po czym
głaszcząc szelestem listków do rana
wypalasz ciału ich czuły dotyk.

Drzewa wy miłe, cudy natury
trwające we mnie, niczym wybranki
wynoście stale me serce w górę
upojcie nocą, a zbudźcie rankiem.
4
41 odsłon 2 komentarzy

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

DARTANIAN 110 13 lat temu
Piękny wiersz to oddanie hołdu i miłości drzewom napisane w niezwykły sposób i z uczuciem. Pozdr.
PCP Go 13 lat temu
No ładnie, szczególnie strofa o brzozie, tylko puenta mogłaby być mocniejsza wg mnie. Ale zdecydowanie na +, pozdrawiam :)
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie