trzy orgazmy to niewiele
w bramie stoją i liczą
na drapane na jelenia
dbają o duszę
chować portfele
oskubany jak gęś
z bólem zębów nie ma wiele wspólnego
jestem twardszy od skały
jeste...
otoczeni żywiołami zasypiamy spokojnie
opętani życiem w świecie nierealnym
rajem dla innych dla drugich piekłem
wnurzam się w dźwięki
wysłuchany w słowa
rozpuszczam się w strumieniu
by...
zapamiętany głęboko w pamięci
dotyk ciepał zgrabnych dłoni
smak ust ukryty w kubkach smakowych
w czterech ścianach pokoju
zamykam wspomnienia odległe
jak dwa kontynenty
zapach włosów porw...
o posmaku spieczonego piachu
jesteś gdy w zenicie powitasz świat
marne życie każdemu trzeba dać
mam plan
wstanę rano
by zrobić to i owo
zrobię to inaczej
umieram z każdym dniem
co ra...
mógłbym ukraść dla ciebie
dywan w pełni nocy
wypleciony gwiazdami
nie taki z Bułgarii
księżyc na stół na lampę
blade światło
ochłodzi gorące noce latem
pod głowę rzucę poduszkę z mgieł...
jestem twardy jak korzeń
otwarty na oścież
trzaskasz drzwiami
na progu stoję taki mały
lecz ci się wydaje
uciekaj do matki
tam będziesz miała świetnie
tylko nie mów nikomu
dużo bym dał z siebie
żeby zawsze dobrze się działo
w sercu w spokojnej duszy
jak za małolata bez pieniędzy
człowiek mały potrzeby niewielkie
trzymały nas zasady
honorowi otwarci
każdy kt...
po nas
pozostał pusty peron
pociąg który pędził
zjechał na bocznicę
wiatr zamiata Kraków
semafory iskra świateł
blask twych oczu widzę
gdy powieki zamykam
obraz w głowie
wyblaknąć n...
zabraniam tobie umrzeć
zdążysz zapalić znicz
na moim grobie
nie wylewaj oczu
lubię zabawę
napij się za zdrowie
nie umieraj ustąp miejsca mi
jestem starszy należy się
od życia dost...
czerstwy chleb
płomienne wzgórza
ciało postarzałe
duch od zawsze młody
rośnie w sercu miłość
wokół świateł blask
rozszczepia po ścianach
marzenia
trwa lato nad tą samą kratą
niewi...
słońce zgasło
nadziei płomień się tlił
pod powiekami
zrujnowany dziecięcy niepokaźny świat
oddech upływał
zimna blada skóra
na stopach ziarenka piachu
oblepiały ciało
jak wielkie pr...
twoje serce klei mi się do ust
za szkłem schowałbym je
oświetlić duszę pryzmatem na murze
cegła po cegle rozbieram cię
sny zburzone
nocą padał słony deszcz
kiedyś bywało lepiej
mniej...
wzrok przeciska w oknach kit
przez drzwi ktoś wciska nos
palcem pokazują nam jak żyć
wiedziałem nie mogło dobrze być
układał się dzień nie bolało nic
rezonans ciał astral dusz
nie błądziłem...
jak legenda zmieszana z nieprawdą
wziąłem się znikąd po prostu
stoję nad brzegiem Wisły
nie widzę początku
koniec moczy nogi w morzu
sam kamieniem na brzegu
samotny blask w oczach
szary...
idź ze mną
spieczonym polem ku łąkom
powitać ptaki na niebie
piski w trawie
niełatwo trudno że
bociany tutaj nie gniazdują
w głowie mam myśli wiele
zawsze sam od dziecka
kocham spać...
wiatr północny
z wyciem wilków miesza sierść
choć jestem blisko
oddalony od serc
nie życzą sobie mnie
dzieci są podobne
w ich oczach widzę odbicie
stoję tutaj boso
chłó...
nie jestem dolarem by się podobać
takim bywam bywam sobą
mimo wielu lęków obawy są wszędzie
dookoła zimne spojrzenia
wypalają ostatnie słoje
w oczach chłopca w oczach żal
że przeminął tamt...
dokąd wiodą ścieżki
czy jeszcze się spotkamy
z tęsknotą w dłoni ściskam ostatni list
gorzkie słowa kamienne pięty
zagubiony grajek
z muzyką na
progu i smutkiem w oku
opowiada bal...