człowiek marna istota
pragnie żyć
za długi dzień
biegiem przez sen
sawanna nieprzyjazna
poluje na zwierzynę
ciągły głód zmusza
wygania w pole
wygania do lasu
zmysły wyostrzone...
nie mieszka Bóg
w betonowych blokach
przy klatkach stopień
w domofonach głos świadków Jehowy
drżący przypomina o końcach świata
on jednak nie nadchodzi
w sercach robak toczy
alkoholem...
telepatycznie widzę błękit w oczach
słowa zbędnością wyrażają cię
postać nade skromna podoba się
wyjeżdżam na jakiś czas
wyobraź sobie ciepło na dłoniach
dotyk w pamięci smak ust
wzajemno...
dzisiaj chcę naprawić świat
kilka kluczy w garażu mam
podkręcę śruby wszystkim wam
nagwintuję rury sprawdzę stan przed
idę własna drogą
kilku kumpli mam
ufałem sobie sam
nie pomożesz mi...
widzisz mnie
zaczynam płonąć
spalam się na popiół
brakuje tchu serca rytm
układa do snu zakochane
dłonie pod głową
zrób ze mną co zechcesz
podpal ten ląd bym odpalił się
petarda u...
pociąg nie przyjechał
wymarły potworny peron
zegar wybił dwunastą
wyczekałem się przez dzień
wybacz płakałem dziś
nie wystarcza mi
twoich słów i żartów
śnisz sen gdzieś daleko
śpię ni...
jedziemy przez życie
nie w góry przed nami Mazury
ciepłe letnie noce
komary dym na wodzie
mgły nad łąkami
z lasu śpiew ptaków
nad wodą czarne kormorany
smak piwa smak twoich ust
gril...
upadłem nieraz
ciężko powstać
papieros
ostatnim gwoździem
w desce trumny
brukowana droga
On i ja
naprzeciw odwiedzin
Bóg dał znak
prosiłem odwołać
ucztę
by cieszyć się
z wami...
najgorzej gdy rano
papieros z kawą
smakuje jak ostatni gwóźdź
do trumny
demony dnia słudzy słońca
układają szare zimne
kostki brukowe
pod moje stopy
jutro przestanę się bać
bo wczor...
gałki mocno osadzone
w oczodołach niezaspokojone
wytrzeszczem w ekran
treść bez sensu
programuje buraki czerwone
na obiad na sałatkę
z kieszeni wyciągam piątaka
kładę na zimną ladę...
naprawdę
nie potrzebna jesteś
by zgrzeszyć
nie żałować nie kochać
płakać szlochać
zostać skałą w ostatnie dni
rozpłynąć się z wodą
ulecieć z wiatrem jak ptak
być niewinnym jak...
bez alkoholu da się żyć
ale po co
odwieczna walka z ukochaną
w dłoni z pełną szklaną whisky
słomkowy kolor jak twoje włosy
o zapachu strutych myszy
kocham was urojone myśli
zapić insekta pogr...
zimno wody na ciepłej dłoni
rozświetla poranne mgły
na łąkach śpiew żurawi
odlecą bez naszych spojrzeń
wiatr rozgoni szary dym
z ogniska
serce zaboli
powiedz że mnie wolisz
tak naturalnie ciało pragnie ciała
są wynaturzenia pomiń ten wers
kwiat pragnie ciepła
drzewa pragną wody
światłem pożywienie
człowiek wybiera przebiera miesza
nie widzi nic prócz internet...