z miejskim sloganem
nie poradziła sobie
jachimek mnie wkurwiasz
zacytowała sławnego poetę z portalu
pierdolnęła w krawędź krawężnika
poszła lepić pierogi
ze śnieżką w ręce
spoglądasz na wić cienką
twoje latorośle nie umieją piać
wyją głośno po katach
bywają zamyślone i niczyje
pompują w otwarta czaszkę
styropian z alchemią
pocisnąć w rynsztoku kobietę
to tak jak lumbago w okolicy zmierzchu
gwiazdy palącej
lecz te wstążki na twoich uszach
zaciskają kanał wylotowy
do osierdzia na tchawicy kończąc
po omacku wychylasz się
masz ręce w nich złote paciorki
po omacku wychylasz się
nie zbieram do worka
grzesznych upominków
haustem wyciągasz
życiową energię
niskokaloryczne bachantki
wyszły z przypudrowanymi nosami z piekarnika
głowy pomiędzy nogami
rozkojarzone paleniska
na nich skowyczą
plemniki w bratobójczej walce
za zasłoną jest jeszcze pokla...
w apteczce są leki na hemofilię
mój apetyt ciągle wzrasta w miarę jedzenia
lecz gorzkie te polędwiczki robisz
wystopuj trochę
to łyko czasami w gardle staje