wędrowiec

szedł przez las pełen śniegu
wejście oznajmił trzask gałązek pod butami
sprószony bielą wszedł do izby
zmarznięte dłonie ogrzał przy kominku

rozjaśnił swoją osobą w górskiej chacie
wnętrze pachnące piernikami
wyjął opłatek połamał ciepłem serca
podał w uśmiechu wędrowiec nieznany

nikt nie zapytał skąd jesteś dokąd idziesz
nie oczekiwał dodatkowego nakrycia
tajemniczy dzień magicznej nadziei
resztkę wątpliwości rozwiał w domownikach

odszedł nucąc
Bóg się rodzi...........
5
26 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie