opus dei

w krople nocy przemielił las wieże
ożyły zwłoki cierpiące niestety
w pasiastej pidżamie w poprzek jezdni leżę
koń trzyma w pysku stronę wczorajszej gazety

siekam ukradkiem mięso na kotlety

nie ma cebuli ni pieprzu i soli
od wczoraj szepce jak kórewsko boli
coraz mniej pary coraz więcej ogni
wreszcie ustaje czujemy się głodni

na stole chleb masło białe ser i wino
wysuń dłoń smukła odległa dziewczyno

spotkajmy się

jak wtedy
latem na strychu
między oknami
zachodniej ściany

w promieniach
opadającego słońca
ciasno do siebie
płyniemy
zapachem krwi

niech opowiedzą głodne
oczy jak się spełniają na
przystanku serca
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie