miłość szmaragd i krokodyl

Miłosne
dla moich roślin kompot warzę
kijem obijam przez dni cztery
tuż po tym jak utopię Grażę
w drewnianej beczce pełnej sherry

tak między nami będę szczery
sam ją uwielbiam posiekaną
skropioną świeżo wytłoczonym
olejem lnianym

kiedy mnie najdzie spadek formy
dwa pęczki czubków młodych zdolnych
płukam lekuchno w zimnej wodzie
i z nich wyciskam z wielkim piskiem

barwy zieleni butelkowej
dwie duże łyżki przed jedzeniem
łykam ze wstrętem odruchowym
kopie jak amfa

w zojdach wynoszę raz w tygodniu
zioła elitę superselekt
na strych gdzie w mroku i spokoju
schnie w letarg-szmaragd

przebudzi się polana wrzątkiem
kiedy coś złego las napadnie
lub jej zapragną aż do ramion
długich rozwianych włosów roje

pachnące piżmem Anastazji
albo gdy w jej odmętach zachce
zanurzyć się seledynowych
alabastrowe ciało Romy

kiedy zakwitnie w końcu maja jak to kobieta przy nadziei
poprosi swego kochanego
ogórka daj mi kiszonego

loda każ ssać
śmietankowego
ewentualnie śledzia z beczki

weź wreszcie pozapalaj świeczki
i zrób mi coś

coś bolesnego
2
21 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

leopard 2 4 lata temu
zboczeńce; i oby dwoje ; a nie dwie - albo dwóch, rochów ;p))
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie