coś puka w okno

nastawiam gramofon
na szybie nieba granat rozgwieżdżony
zastyga mrozu purpurową zorzą

chwieję się waham
na nie swoich nogach truchtem
oddycham twoimi ustami
w słabych ramionach pokonuję słabość
w dotyku dłoni czułość rozpoznaję

w gęstwinie kończyn słodko zagubieni
czasem wystygli i piekielnie głodni
spragnieni mięsa kosztujemy siebie
zamykam oczy

noc zda się mirajem
odkrywam ciebie w najbardziej twym kącie
na skórze pleców krwią w spazmach rozkoszy
słyszę co piszą akrylowe szpony

sensopuszkami odnajduję w mroku
a ramionami obejmuję kosmos
językiem gładkość zębami twą stałość
zaś resztą zmysłów odgaduję całość

tej chwili bliski zew dali odbieram
i nierealny podtrzymuję miraż
musi wystarczyć rozpalonej głowie
w marszu na północ

skąd płynie melodia
i to że żyję
gdy wstrzymuję oddech

czuję najmocniej
3 3
47 odsłon

Komentarze (3)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Mario Sz 11 lat temu
Niezłe - lecz wydaje mi się, że zakradły się małe byczki (chyba, że tak miało być) w tych słowach ....mirajem, sensopuszkami. Poza tym podoba mi się.Pozdrawiam
Helen 11 lat temu
Myślę że to bardzo emocjonalny i romantyczny utwór...ale...widzę tak jak Mario że pare wyrazów ci się przyśniło;) a poza tym nie rozumiem jednego wersu a mianowicie ~odkrywam ciebie w najbardziej twym kącie~ jakoś nie mogę tego sobie zobrazować ;I pozdrawiam
K
kaja-maja 11 lat temu
akryl na palcach tak nie drapie
jak paznokieć naturalny
choć paznokciami nie pisze
tylko opuszkami
też nie każdy w okno puka
najczęściej deszcz
jak mnie czasami z góry
bo z boku kryształu nie rusza
i w rozpalonej głowie
świeże powietrze ma
rozpaleniem słów
po których się nagość zostawia w:):)
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie