pośród woni rosłych traw
żółci kwitnących słoneczników
idziemy polną drogą
splatając nasze dłonie
jak niespokojne myśli
zerwane grube kłosy
znaczą ślad naszej obecności
ukrytej pod grubą czapą strzechy
w chacie cichych spotkań
odkrywamy tam na nowo
w wygodzie siennego posłania
ja ciebie
ty mnie
stąpając po omacku
w ciemności przepastnej
otulonej mrokiem izby
jedynym świadkiem
cichym podglądaczem
wąski
jasny promień słońca
wpadający szczeliną zamkniętej
wykrzywionej przez czas okiennicy
żółci kwitnących słoneczników
idziemy polną drogą
splatając nasze dłonie
jak niespokojne myśli
zerwane grube kłosy
znaczą ślad naszej obecności
ukrytej pod grubą czapą strzechy
w chacie cichych spotkań
odkrywamy tam na nowo
w wygodzie siennego posłania
ja ciebie
ty mnie
stąpając po omacku
w ciemności przepastnej
otulonej mrokiem izby
jedynym świadkiem
cichym podglądaczem
wąski
jasny promień słońca
wpadający szczeliną zamkniętej
wykrzywionej przez czas okiennicy
2
1
22 odsłon