Bez wyjścia
Po plecach znów pełznie strach
wbita w podłogę nasłuchuję
Odgłos jeźdźców apokalipsy rani mózg
Codzienność podgryzła mi gardło
Poeci jeszcze krwawią słowami
Zrywam się do ucieczki
mijam lustro
patrzy na mnie nieznajomą twarzą
Szatan dopiął białe skrzydła
i przysiadł na progu
Za drzwiami
pustynia
Wypaliła mi oczy
wbita w podłogę nasłuchuję
Odgłos jeźdźców apokalipsy rani mózg
Codzienność podgryzła mi gardło
Poeci jeszcze krwawią słowami
Zrywam się do ucieczki
mijam lustro
patrzy na mnie nieznajomą twarzą
Szatan dopiął białe skrzydła
i przysiadł na progu
Za drzwiami
pustynia
Wypaliła mi oczy