oczy

błyszczące szmaragdy klejnotem bogatym

świecąc nadzieją i wpatrzone w przyszłość

śmiejąc się naiwnie do siebie i w węgiel

nieraz skazane na próbę przetrwania



drżące powieki w matni czarnych spojrzeń

w nocy pierwszej lecz nieostatniej

jak w lekkim amoku kiedy pijak

nie dosięga wyborowej wódki



bojąc się wyszarpują po kolei rzęsy

wśród głosów chrapiących

jak chwasty niepotrzebne

taniec z szablami kończy się o świcie



wychodzą ludzie pracą zmuszeni

która ich głowy bolące zapłatą kusi

modlą się święci obiecują lepsze życie

rozsypują nadzieje w głuchym niedostatku



kipią złością niechętne mieszczuchy

w niewielkim mieście królowie dumni

unieść się pragną ponad szczyty górskie

przymykają oczy nerwowym tikiem warg

niepotrzebnie
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie