o zmierzchu

porankiem jestem

jasnym lecz zdradliwym

kiedy dojrzewam staję się silna

i bez kompleksów

jednak mglista niepewna droga

moją przyszłość nocy odda



jestem odkrywcza dumna i złośliwa

tuląc się w południe

jak w białe kokony

tarzam się w trawie mokrej i zielonej

krzyczę bez sensu w pustym pokoju



weź mnie o zmierzchu

jak zimną potrawę

gdy szare godziny śniegiem nas okryją

namaluj słońce

ogrzej moje dłonie

niech stanie w miejscu czas uciekający
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

1 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie