maraton
biegnę bez skrzydeł lekko
krew gęstnieje w słońcu
w rozkurczu słabości
bliżej mi do siebie
walczę o oddech jak o miłość
o każde trudniej prosić
meta jak źródlana woda
spijam ożywczy poranek
zmęczony myślę o jutrze
kiedy znowu pobiegnę
wciąż przedostatni raz
krew gęstnieje w słońcu
w rozkurczu słabości
bliżej mi do siebie
walczę o oddech jak o miłość
o każde trudniej prosić
meta jak źródlana woda
spijam ożywczy poranek
zmęczony myślę o jutrze
kiedy znowu pobiegnę
wciąż przedostatni raz