Porastam bezdroża

Egzystencjalne
podnoszę oczy tam gdzie światło
to lustro w świecę zapatrzone
łykam jak chleb kolejne kłamstwo
dogasam ogniem wodą płonę

strzelam do słońca i księżyca
nie tracąc przy tym krwi i potu
umarłą trawę dłoń ma wita
jak ptak podrywam się do lotu

jak żebrak błagam o jałmużnę
porastam mchem milczące płoty
zmierzch mi podkłada sny przeróżne
a świt wymyśla od hołoty

zaczynam życie od początku
przyczynom błahym daję prawa
sensu mych dróg i grunt bezdrożom
gdzie pył kamienie krzyk i wrzawa
6
42 odsłon 1 komentarzy

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 12 lat temu
jarzma , chleby ,krew i pot nie lubię tak
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie