Morte a Venezia
•
Poranne blade lustro twarz tak bardzo własna
I hotel tafla morza i słońce i plaża
I nic już się zdarzyło i wszystko się zdarza
Kto pragnie spokoju - spokoju nie zazna
Na dworcach na peronach szaleje choroba
I coś błyszczy krwisto niby skóra chora
I kroki :on już nie wie duch to czy osoba
To skrada się Piękno niczym nocna zmora
I gdy kiedyś zachce zagłębić się w toni
I będzie udawać ,że Głosu nie słyszy
Próżne jego starania bo On go dogoni
Kto pragnie ciszy ten nie zazna ciszy
I hotel tafla morza i słońce i plaża
I nic już się zdarzyło i wszystko się zdarza
Kto pragnie spokoju - spokoju nie zazna
Na dworcach na peronach szaleje choroba
I coś błyszczy krwisto niby skóra chora
I kroki :on już nie wie duch to czy osoba
To skrada się Piękno niczym nocna zmora
I gdy kiedyś zachce zagłębić się w toni
I będzie udawać ,że Głosu nie słyszy
Próżne jego starania bo On go dogoni
Kto pragnie ciszy ten nie zazna ciszy