Kurtyna{Noli me tangere} część II
•
IV
kolejny pociąg odjeżdża w dół miasta
tulipan w ręku spóźniony autobus
i jedna głupia niedojrzała śliwka
która przechadza się nerwowym krokiem
o uśmiech proszę i ciszę i wodę
i trochę słońca przypominam sobie
jestem zrodzony dla miłości
nigdy dla nocy i ciemności
tyle że miłość ta jest jak szarańcza
zawodzi wszystkich nawet mnie samego
zbudować na niej można tylko szałas
do innej dojrzeć nie było okazji
tysiące kartek które trzeba przejrzeć
ucieczka która będzie rozwiązaniem
tysiące rzeczy pozbawionych sensu
tylko przy tobie poczuły się wieczne
nazwać dotykiem chociaż próbowałem
pierwszy raz w życiu „Noli me tangere”
i w uszach słowa „Just try little harder”
z zatartych granic wyłażą demony
Bóg jeśli jest gdzieś to niech go ocali
wszystko tak małe i znów w punkcie wyjścia
nie wyschną wargi nim spadnie kurtyna
myśl o tym co dałeś nie o tym czego
dać nie mogłeś choć już nie wiem
nic wszystko zmazane jakąś wielką
gumką deszcz i zimno niby czerwiec ja
przepraszam ale chyba dosyć tego żalu nie
można płakać na sobą już więcej lecz
puścić ten pociąg po torach rozsądku nie
spazmu nie mogę oddać wszystkich barw
a miały być truskawki i miękkość i pokój
atrament cieknie z przebitego boku
idź - rozegram derby między swymi ja
w dwóch skrawkach kraju wszyte dwie
siódemki różny im dany los i inna sława
oto powiedzie się mojemu słudze
wybije się wywyższy i wyrośnie bardzo
jak ktoś przed kim się twarze zakrywa
żebrak co odkrył wszystkim swoje rany
witaj śmiałku z dalekich stron
i uderz w dzwon
i czekaj na niebezpieczeństwa
bądź do szaleństwa
łam sobie głowę co byś przeżył
gdybyś uderzył
V
choć kocham nie rozumiem
mówię do kogoś patrząc prosto w oczy
bez drżenia ręki muszę bez dotyku
przecież nazwałem wszystko aż do końca
nigdy nie byłem tym wilkiem ze stada
lecz zawsze miałem dwie czerwone dłonie
boję się o ciebie lecz po stokroć mocniej
chcę twego szczęścia i nieważny sztandar
pod którym znajdziesz czego dać nie mogłem
jesteś zrodzona dla miłości
a nie dla nocy i ciemności
Oh , la donna , la donna...
„życie umyka przecież nie przystanie...”
moja vendetta i tryumf nad światem
jeszcze nie widzę jeszcze nie rozumiem
i nic mi jeszcze nie przychodzi łatwo
boli mnie jabłko boli wspominanie
gdy byłem dzieckiem mówiłem jak dziecko
a dane mi będzie wszystko ujrzeć w pełni
a dane mi będzie spojrzeć gdzieś ponad to
przebiję ciemność rzucę ogień na tło
tam – tunel droga a na końcu – światło
5 / 6 czerwca 2006
kolejny pociąg odjeżdża w dół miasta
tulipan w ręku spóźniony autobus
i jedna głupia niedojrzała śliwka
która przechadza się nerwowym krokiem
o uśmiech proszę i ciszę i wodę
i trochę słońca przypominam sobie
jestem zrodzony dla miłości
nigdy dla nocy i ciemności
tyle że miłość ta jest jak szarańcza
zawodzi wszystkich nawet mnie samego
zbudować na niej można tylko szałas
do innej dojrzeć nie było okazji
tysiące kartek które trzeba przejrzeć
ucieczka która będzie rozwiązaniem
tysiące rzeczy pozbawionych sensu
tylko przy tobie poczuły się wieczne
nazwać dotykiem chociaż próbowałem
pierwszy raz w życiu „Noli me tangere”
i w uszach słowa „Just try little harder”
z zatartych granic wyłażą demony
Bóg jeśli jest gdzieś to niech go ocali
wszystko tak małe i znów w punkcie wyjścia
nie wyschną wargi nim spadnie kurtyna
myśl o tym co dałeś nie o tym czego
dać nie mogłeś choć już nie wiem
nic wszystko zmazane jakąś wielką
gumką deszcz i zimno niby czerwiec ja
przepraszam ale chyba dosyć tego żalu nie
można płakać na sobą już więcej lecz
puścić ten pociąg po torach rozsądku nie
spazmu nie mogę oddać wszystkich barw
a miały być truskawki i miękkość i pokój
atrament cieknie z przebitego boku
idź - rozegram derby między swymi ja
w dwóch skrawkach kraju wszyte dwie
siódemki różny im dany los i inna sława
oto powiedzie się mojemu słudze
wybije się wywyższy i wyrośnie bardzo
jak ktoś przed kim się twarze zakrywa
żebrak co odkrył wszystkim swoje rany
witaj śmiałku z dalekich stron
i uderz w dzwon
i czekaj na niebezpieczeństwa
bądź do szaleństwa
łam sobie głowę co byś przeżył
gdybyś uderzył
V
choć kocham nie rozumiem
mówię do kogoś patrząc prosto w oczy
bez drżenia ręki muszę bez dotyku
przecież nazwałem wszystko aż do końca
nigdy nie byłem tym wilkiem ze stada
lecz zawsze miałem dwie czerwone dłonie
boję się o ciebie lecz po stokroć mocniej
chcę twego szczęścia i nieważny sztandar
pod którym znajdziesz czego dać nie mogłem
jesteś zrodzona dla miłości
a nie dla nocy i ciemności
Oh , la donna , la donna...
„życie umyka przecież nie przystanie...”
moja vendetta i tryumf nad światem
jeszcze nie widzę jeszcze nie rozumiem
i nic mi jeszcze nie przychodzi łatwo
boli mnie jabłko boli wspominanie
gdy byłem dzieckiem mówiłem jak dziecko
a dane mi będzie wszystko ujrzeć w pełni
a dane mi będzie spojrzeć gdzieś ponad to
przebiję ciemność rzucę ogień na tło
tam – tunel droga a na końcu – światło
5 / 6 czerwca 2006