Jonasz

Poranne blade lustro, twarz tak bardzo własna

I hotel,tafla morza,wschód słońca i plaża

I nic się nie zdarzyło i wszystko się zdarza

Kto pragnie spokoju-spokoju nie zazna



Na bagnach wiśniowych szalej choroba

Błyszczy w oddali ogień wiśniowy i żywy

A Jonasz sam nie wie- duch to czy osoba

I płynąc do Tarszisz zmierza do Niniwy



A jeśli zapragnie zagłębić się w toni

I będzie udawać że Głosu nie słyszy

Próżne jego starania,bo Głos go dogoni

Kto pragnie ciszy ten nie zazna ciszy

i
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie