Jonasz
•
Poranne blade lustro, twarz tak bardzo własna
I hotel,tafla morza,wschód słońca i plaża
I nic się nie zdarzyło i wszystko się zdarza
Kto pragnie spokoju-spokoju nie zazna
Na bagnach wiśniowych szalej choroba
Błyszczy w oddali ogień wiśniowy i żywy
A Jonasz sam nie wie- duch to czy osoba
I płynąc do Tarszisz zmierza do Niniwy
A jeśli zapragnie zagłębić się w toni
I będzie udawać że Głosu nie słyszy
Próżne jego starania,bo Głos go dogoni
Kto pragnie ciszy ten nie zazna ciszy
i
I hotel,tafla morza,wschód słońca i plaża
I nic się nie zdarzyło i wszystko się zdarza
Kto pragnie spokoju-spokoju nie zazna
Na bagnach wiśniowych szalej choroba
Błyszczy w oddali ogień wiśniowy i żywy
A Jonasz sam nie wie- duch to czy osoba
I płynąc do Tarszisz zmierza do Niniwy
A jeśli zapragnie zagłębić się w toni
I będzie udawać że Głosu nie słyszy
Próżne jego starania,bo Głos go dogoni
Kto pragnie ciszy ten nie zazna ciszy
i