pętla

padam. światłem roztrzaskanym na śniadej powłoce

spływam w dół, tornado bije wiosłem w taflę,

zachodząc warstwa na warstwę naskokiem

rozcina kamienne zgromadzenie, które ciężkim płaszczem

okrywa wilgoć ziemi, ziemia wilgoć trzyma,

wyciska, filtrując w przestrzeń. atmosfery

ryknęły gromem, świstem w dół opadły

metamorfozą cisną się do gleby, reinkarnacją

dzięki której znów jestem robakiem.
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie