3 kwadranse

o dwudziestej czterdzieści pięć wyjeżdżam z domu
za pięć dziewiąta wychodzę z marketu
dojeżdżając do cmentarza przypominam sobie że

o matko

gaz wybucha od zaiskrzenia przełącznika światła
syn wyszedł na osiedle do kolegów i lada moment
na kuchni zostawiłem sześciolitrowy gar pełen wody
pod pokrywą na wielkim gazie gdy zacznie kipieć...

obok fioletowo kwitnących kwiatów
zapłonął znicz

na grobie mamy

gaz płonął czerwonym płomieniem
na kuchni wciąż gotowała się woda
ubyło jej około jednej trzeciej

wciąż spływa
po szybie
rzęsistymi łzami

syn wrócił
przed dwudziestą drugą
2 5
62 odsłon

Komentarze (5)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

bellaona 8 lat temu
ja raz postawilam 3 jajka w garnuszku na gazie, poszlam do pracy a gdy wrocilam ... jajek nie bylo... garnek sie wciaz gotowal na gazie pusty .. patrze patrze gdzie sa jajka... patrze dalej... nie ma... patrze w bok .. nie ma.. patrze w dol ... nie ma co sie stalo z jajami mysle... patrze na sufit ... jaja na suficie rozprysniete w drobny mak...
nieanna 8 lat temu
piękny wiersz, jeśli dobrze go zrozumiałam.
leopard 2 8 lat temu
bellaona :)
leopard 2 8 lat temu
nieanna :)
leopard 2 8 lat temu
...dobrze ;)
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie