majowy zachód po deszczu

pod powiekami jawi mi się klejnot
powolny, złudny, trochę marudny
pod powiekami jawi mi się klejnot
odbija się echem z miarowym oddechem
pod powiekami jawi mi się klejnot
zajadam kolację powtarzając z uporem ciągle swoją rację
pod powiekami jawi mi się klejnot
powoli odchodzi wciąż na prawą stronę
w obłokach chowając zwycięską koronę
uchodzi powoli klejnot spod mych powiek
złudnie, ułudnie, trochę marudnie
uchodzi powoli klejnot spod mych powiek
klejnotu tego nie jest w stanie posiąść żaden człowiek
nawet, gdyby zamknął go w gablocie
ulatuj, uchodź, umykaj, dobranoc, klejnocie

20.05.2011r.
1 2
27 odsłon

Komentarze (2)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

gizela1 12 lat temu
i jak to mozna rozcienczyc sens nadmiarem slow :)
K
kokosanka 12 lat temu
dziękuję za wasze opinie, mimo wszystko ja piszę tak, jak dyktuje mi to wewnętrzna potrzeba i aktualna emocja, często pod wpływem konkretnej chwili, czy zdarzenia,poza tym dla mnie ma sens taki utwór, który rozumiem, wtedy jest piękny, nie zależy mi, by pisać nowocześnie, zawsze byłam i już pozostanę indywidualistką, teraz panuje jakaś tendencja, by w liryce używać skalpela, a przecież nasz język jest piękny, dla mnie wiersz, który składa się np z 2 wersów nie jest ciekawy, nie rozumiem go, ale dziękuję jw. za wasze wypowiedzi, czekam też na następne
1 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie