Jadę w góry

O sobie
kiedy zagubię się w codziennym poplątaniu
i trudno mi ze sobą wytrzymać
jadę dotykać dłońmi
błękitu bezkresnego nieba

ciągnę zbolały worek
swego ciała
wciąż dalej i wyżej
zmywając go mieszaniną
adrenaliny i potu
kawałek po kawałku
aż do oczyszczenia

mierzę czas uderzeniami czekana
a kroki wyznaczam chrzęstem raków
w lodowatej bieli
zawieszam swe życie na kawałku stali
jak na wadze poznania
dobra i zła
w którą stroną przechylą się szale
nie wiem
czy darowany mi będzie
jeszcze jeden dzień
9
116 odsłon 7 komentarzy

Komentarze (7)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

K
kaja-maja 11 lat temu
jak to góry
kolebki maja na szczycie
drogę srebrzystą jak gwiazdy
tęczą się mieniącą
też po drodze konary
gdzie jedni się dziwią
inni podziwiają
a inni mówią
dziwne
tak jeszcze w poślizgu w;))))))))))))))
Helen 11 lat temu
A mi się podoba bardzo ostatnia zwrotka:) choć dwie wcześniejsze też dobre:) pozdr.
K
kaja-maja 11 lat temu
spróbuj szczęścia bez worka
bo garba dostaniesz
jak mieszninę umysłu
gdy się sam nie przekonasz
na przekór wszystkim
i wszystkiemu
rozum masz swój w:)))))))))))
kemot 11 lat temu
Helen mi też się podoba najbardziej ostatnia :) Najmniej koniec środkowej. Może jeszcze coś zmienię
Helen 11 lat temu
Kemot cokolwiek zmienisz zakończenie 2 zwrotki jest dobre....wspinaczka w samotności daje czas na rozmyślanie o różnych życiowych momentach.... to jak oczyszczenie bicie się z myślami i wyciąganie wniosków...Na mój gust pasuje to jak żadne inne słowo...:)))))))lecz to twój wiersz. :*
Livia 11 lat temu
a mi się cały wiersz podoba :) bardzo refleksyjny ...:)
Ina Boj 11 lat temu
robię dokładnie to samo :) kocham Tatry.
0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie