OJCZE NASZ (ŚWIęć SIę IMIę TWOJE)

Stawem ze złotą łzą karpia

Którą wysuszoną chowam na dobrą wróżbę

W portfelu znalezionym pod choinką



Stopami zakurzonymi u kresu wędrówki do Betlejem

Gdzie do dziś pustynia spija krew

Z korony cierniowej



Kamieniem rozgrzanym w dłoni

gotowym do wskrzeszenia iskry buntu

na ulicach pełnych wołania o chleb i pracę



Krzewem co płonie

w naszych zmęczonych głowach

I przed snem rzuca na kolana





Chłodem posadzki

co rzeźbi skórę węża

Po ukąszeniu Kleopatry



Krzyżem

który codziennie

zdejmujesz z moich ramion
0
1 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie