ucieczka w Bieszczad

Od siebie
aleja brukowana co dzień po dziesięć godzin
drzewa od deszczu mokną ławki krzywe
pourywane kosze i śmieci puszki świecą
w pół mroku nie widzę drogi

odchodzę w Bieszczadu strony
Połonin szlak ogniem płonie
dziewczyn zapach rozpala intuicję
Księżyc na urwanej Wetlinie nitce

nadchodzę całkiem nowy
bez perspektyw ale piękne widoki
piszę słowa wiersz jak bukowe berdo
koledzy czekają nieznanego

odchodzę od murów miasta
w którym im dłużej mieszkałem
tym stawałem się bardziej obcy
z nadzieją na nowe pragnę skonać w Bieszczadach
gdzie buk i sosna na krzyż nadają nadzieję
na lepsze zostawię
2 0
12 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie