pobłogosław Panie

Od siebie
uciec nie mogę przed samym sobą
strach jak paraliż jak złodziej
skłócone myśli wędrują
przestrzenią między płatami mózgu
krawędzie komórek szarych szare od niepogody

woda w szklance ostygła jak ciepłe dłonie
w środku duszy coś się gnieździ usiąść nie może
niespokojny otumaniony bliski demencji
skulony jak pies głodny niepowodzeń
wynurzam głowę na powierzchnię

w zachwycie drobnych spraw załatwionych
wzruszam się do łez
deszcz moczy włosy choć nie jest ciepło tej nocy
objęty w obojętność okryty płaszczem chowam się od nienawiści
idę całkiem bokiem cieniem zmartwień
przemyślenia poukładały dni w puzzle

odchodząc każdego dnia w niepamięć
zamykam serce na klucz
dałem ci w zapasie kilka kropli szczęścia
strach nie da się oswoić
pobłogosław Panie cierpienia każdej z chwil
0 0
2 odsłon

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie