po ulicy

O sobie
wyciskam z życia chwile najmilsze
idę ulicą oddycham swobodnie
tydzień zajęty idę napięty
obcisłe spodnie mijam dziewczyny
radosne ich miny po egzaminie

w pubie koledzy
degustacja do rana świeże niepasteryzowane lane
zostałbym jeszcze przy korycie
w kieszeni pomięty banknot starczy na taryfę
wychodzę z siebie nie poznaję ulicy

neony przygasły przyciemniony blask latarni
sterczą na rogu nie dziewice
coś do mnie szepczą
nie ma siły odpowiedzieć

wsiadam w tramwaj czerwony jak cegła
kanar podchodzi ja skasowany
wysiadam na przystanku bez dna
dalej ulica mnie pcha w objęcia żony
1 1
17 odsłon

Komentarze (1)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

zyga66 11 lat temu
...taa i obudziłem się ;)
1 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie