odchodzisz szkoda...

Natura
odchodzi jesień z powagą zmroku
zamiata szarością na niebie obłoki
jasna tarcza księżyca milczy

wspomnienia zapisane w kasztanach
w kolorach w liściach
wysuszonych pałkach wodnych w wazonie w rogu pokoju
stoją jak na skórze znamiona

czas nie zwalnia zamykam tydzień zaraz w piątek
zaczynam jasno myśleć i szalenie kochać

jesieni w tym roku źle nie było
słońce promienie moczyło w deszczu
wiatr liście przeganiał skoszonym polem pędził szalony

babie lato jakieś takie bardziej babskie

na jeziora tafli krążą głodne lecz dumne łabędzie
woda faluje spokojem
zawstydzone dzikie kaczki ktoś do lotu porwał

drzewa obdarte smutne wystraszone czekają wiosny
idę jak zawsze tą aleją w parku gdzie mnie porzucasz po raz pierwszy

z chwilą zabraknie chwili by spisać
historię myśli co w głowie jak kornik chowa się pod korą
pnie ogromne dębowe zapach sosny wypełnia łysą polanę

ostatnie dni okryte płaszczem ze środka miłości
ciepło jest tylko w naszych sercach przez dłonie
dusza mniej radosna po szczerych słowach
śpiewa stąpając po krawędzi nieba
2
11 odsłon 0 komentarzy

Komentarze (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

0 online
Zaloguj sie aby pisac w shoutboxie