dłonie
zsuwały się po szybie powoli
krzyk przecinał skronie
gęsty dym wypełniał płuca
ogień trawił ducha
nie było odwrotu ni ratunku
wykreślone z księgi życia
wymazane z pamięci krwią
na murze krzyże i szubienice
w palcach paciorki z drzewa różanego
za późno nie nadchodzi Bóg
krzyk przecinał skronie
gęsty dym wypełniał płuca
ogień trawił ducha
nie było odwrotu ni ratunku
wykreślone z księgi życia
wymazane z pamięci krwią
na murze krzyże i szubienice
w palcach paciorki z drzewa różanego
za późno nie nadchodzi Bóg